wtorek, 14 sierpnia 2012

Nieśmiałe początki

Walcząc z klawiaturą, która niechętnie wydobywa z siebie litery s i d, pomyślałam, że może warto założyć sobie bloga*. Kiedy osiem lat temu tworzyłam swoje wpisy w podobnym miejscu, służyły głównie autokreacji z elementami ekshibicjonistycznej spowiedzi z życia. Pewnie sporo się zmieniło, gdyż moja nieśmiała próba powrotu po tych wszystkich latach powoduje mocniejsze uderzenia serca, a chęć kreacji przeniosła się na inne dziedziny mojej aktywności internetowej. Cóż, chociaż mam problemy z przecinkami a styl wypowiedzi bywa chaotyczny, wracam, z nudy i potrzeby wyższej jaką jest chęć pisania. Szukam czegoś nieustannie, czegoś co dałoby odrobinę satysfakcji, albo chociaż uświadomiło gdzie jej szukać - może przejrzenie w zwierciadle własnych myśli coś dopomoże.

[Czemu mam wrażenie, że takie pisanie jest jak gadanie do samej siebie?]

Studia wyczerpały moje pozytywne zasoby energii, zaczynam się zastanawiać czy w wieku dwudziestu czterech lat nie uszło ze mnie życie. Dużo zrzędzę swojemu A.* i choć wakacje w pełni, to moje niezadowolenie drastycznie wzrasta. Kiedyś wystarczył sen do południa, a teraz mam wyrzuty sumienia, że długo śpię pogłębiając własne rozkoszne lenistwo. Życie internetowe, które dawniej zajmowało większą część moich nocy, teraz powoduje, że czuję się wyobcowana. Pierwsza od wieków impreza przyprawiła mnie niemal o zawał serca. Oczywiście nie dałam po sobie poznać, jaką radość dało mi zaproszenie na grilla, a jarałam się tym jak zapałka. Teraz myślę, że smutne to, bo przecież takie rzeczy powinny być stałym elementem życia towarzyskiego. Boże, ja naprawdę jestem beznadziejnie nieśmiała, albo nie umiem koegzystować z istotami, które nie mają sierści czy skrzeli.

Proszę, pierwszy wpis i już się zbulwersowałam. Uhh.


* słowo blog tak mi się przejadło, że ze zgrzytem je przełykam.
* A. obiekt moich westchnień i wkurzeń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz